wtorek, 23 września 2014

* ALEKSANDRETTA *

Od niepamiętnych czasów prześladuje mnie prerafaelicka "Ofelia" w redakcji Johna Millaisa. Prześladuje i prześladować będzie jeszcze długo, ponieważ marzę o tym, by znaleźć dokładnie taki sam wodny zakątek, uszyć dokładnie taką samą suknię i wrzucić do wody tak samo piękną modelkę. Nie chodzi mi bowiem o oddanie "ogólnego nastroju", ponieważ utopić modelkę może każdy i wszędzie. Chodzi o magię tego obrazu, o jego kompozycję, strukturę tkaniny, z której "uszyta" została suknia modelki, roślinne horror vacui. Czym innym jest inspiracja, a czym innym rekonstrukcja. A moje historyczno-sztucze zapędy każą właśnie rekonstruować, a inspiracje zostawiać innym. Poza tym zawsze zachwycało mnie to, że zrekonstruować daną scenę można raz - nie da się bowiem zrobić serii rekonstrukcji danego malowidła czy zdjęcia. Rekonstrukcja odtwarza, tworzy-na-nowo, ale zgodnie z wzorcem. Toteż - tak, tego lata miałam możliwość wrzucić kilka modelek do wody. "Ofelii" natomiast nie zrobiłam.


Najbliżej pierwowzoru udało nam się zbliżyć razem z Aleksandrą. Modelką, którą uwielbiam, która zawsze staje na wysokości zadania i na którą zawsze mogę liczyć, nawet w najbardziej dziwacznym pomyśle.

A więc.
Próba pierwsza...
Byłoby łatwiej, gdyby nie padał deszcz, a niebo nie byłoby zasnute szarością.
Ale - jest to jakiś progres :)










***
modelka: Aleksandra Niewiadomska
fotografia, stylizacja: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk

niedziela, 21 września 2014

* LOLITA PO RAZ KOLEJNY *

Kilka tygodni temu, ciesząc się jak dziecko z powodu nowego nabytku, wyciągnęłam na zdjęcia Olę... Ola, czując się dziwnie, ale będąc modelką do zadań specjalnych, odważnie paradowała w białych rajstopach po głównym kampusie UW, stukając obcasami, wymachując koronkową parasolką oraz wzbudzając wśród gawiedzi żywe zainteresowanie. Zresztą, biorąc pod uwagę jej nogi i ogólną urodę, specjalnie mnie to nie dziwiło...

Siebie z kolei uważam z jednej strony za ubraniowego "chomika" (gromadzę na potęgę, nawet jeśli od momentu zakupu do faktycznego użycia mija kilka miesięcy), z drugiej - w tym "chomiczym" szaleństwie jest metoda. Są bowiem rzeczy, które da się sensownie wykorzystać raz, bo potem nie ma sensu powielać pomysłów. Lolicia sukienka została wykorzystana, minęło trochę czasu i nadszedł moment, żeby zrobić kolejny "porządek w sesyjnej szafie", część rzeczy upłynnić i zdobyć nowości. Transakcja została zawarta, "coś nowego" czeka na swój coming out, a - jeszcze korzystając z okazji - postanowiłam ową czarno-białą ślicznotką się nacieszyć. Osobiście (o czym z przyzwoitości pisać nie będę) oraz na jeszcze jednej modelce. Tym razem przy współudziale dwóch innych Agnieszek i tym razem nie tak niewinnie, jak poprzednio :)











***


Tak było! 

***
modelka: Agnieszka Augustyn
wizaż: Agnieszka Wojtera
fotografia, stylizacja: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk

środa, 3 września 2014

* LUBITEL *


Jakiś czas temu, idąc na miejski targ warzywny, pomiędzy marchewką i jabłkami zauważyłam coś, co zdecydowanie nie było warzywem. Po blisko kwadransie debatowania, kręcenia czym dało się pokręcić oraz sprawdzania czy to, co ma się poruszać, faktycznie się rusza, zostałam właścicielką stareńskiego, dwuobiektywowego Lubitela - model 166 Universal :) Otoczony troską aparat, za który zapłaciłam śmieszne  (tak po prawdzie) pieniądze, wrócił ze mną do domu i został gruntownie oczyszczony. A uwierzcie mi, czyścić było w nim co, ponieważ ostatnie kilka-kilkanaście lat przeleżał niepotrzebny na strychu. Możecie więc wyobrazić sobie, jak wiele patyczków higienicznych zużyłam, próbując dotrzeć we wszystkie jego zakamarki i z jakim pietyzmem czyściłam (niezarysowane!) soczewki. Jedyną usterką tego stworzenia była obluzowana klapka (jedna z czterech), z której zbudowany jest komin. Jedyną! Kilkanaście lat na zakurzonym strychu, wcześniej zapewne częste użytkowanie, a stan techniczny niemalże idealny. Po doprowadzeniu go do ładu pozostaje przekonać się (już niebawem) czy komora filmowa jest szczelna i nie doszło do żadnego prześwietlenia. Wygląda jednak, że szczelność jest zachowana. A ja bardzo się cieszę.


O ile jednak zanim zacznę ambitniej z nim pracować i wyciągać moje modelki na "szybkie, analogowe sesje" (bo analog i ograniczona liczba klatek na filmie uczy pokory bardziej, niż jakikolwiek aparat cyfrowy) postanowiłam wykorzystać go jako gadżet. W roli modelki, ponownie, Marta. Znów trochę inaczej, niż zazwyczaj...







***
modelka: Marta Bejma

poniedziałek, 1 września 2014

* AMETIST *

Kiedy wczesną wiosną po raz pierwszy spotkałam się na sesji z Martą czułam, że na jednym spotkaniu się nie skończy. Nic to, że było nam zimno, że plener był niesprzyjający, a pogoda nie rozpieszczała. Pracowało mi się z Martą świetnie. I miałam rację, bo spotkać ponownie nam się udało :) Trochę żałuję, bo Marta powoli odchodzi od baśniowej stylistyki na rzecz cosplay'u, w który wkłada coraz więcej pracy. Cosplay zrobić trudno i w dużej mierze cosplay'uje się stare szlagiery, które każdy rozpoznaje, więc tutaj trzeba mieć nie tylko wyobraźnię, ale i mnóstwo samozaparcia. Marcie jako cosplayere życzę powodzenia ;) Bo z drugiej strony może to i lepiej, jako że dobrych, dopracowanych cosplayerów jest na naszym podwórku niewielu i każda inicjatywa rodzi nadzieję na coś naprawdę fajnego. Toteż tym razem wyszło pół na pół. Trochę bajkowości, trochę przebieranek. Ze stylizacją złożoną wspólnie oraz z moim życzeniem, aby tym razem fotograficznie poszukać czegoś innego, niż cyfrowej ostrości :)









***
modelka: Marta Bejma