Wrosnę w twoją krwawiącą pamięć jak chwast, jak nowotwór,
nie pozbędziesz się mnie do końca życia.
Jacek Dukaj, "Perfekcyjna niedoskonałość"
Przytłoczona bieżącym materiałem sesyjnym, musiałam chwilę poczekać, zanim mogłam z czystym sumieniem przysiąść do materiału z tegorocznej Industriady - święta Szlaku Zabytków Techniki województwa śląskiego, z którym to (szlakiem oraz świętem szlaku) czuję się silnie związana. Czasem związana jako widz-uczestnik, a czasem jako twórca-pracownik (m.in. dzięki uprzejmości i na zaproszenie Muzeum Historii Katowic). Teraz jednak staramy się zwiedzać i podziwiać - głównie ze względu na "warszawskie wygnanie". Co rok trasa naszego przemarszu liczy kilka miast, wychodzimy z domu wcześnie rano, a wracamy po zmroku. Efekty, poza spaleniem niebotycznej ilości benzyny i odczuwalnym przeciążeniem organizmu (jak na złość rok w rok pogoda jest fenomenalna i upalna), to liczne kadry na kartach pamięci bądź analogowych filmach. Lubię Industriadę. Z całym jej zapleczem, z gonitwą, z uciążliwością logistyki, ze skwarem z nieba i z kolejkami do poszczególnych obiektów. Nawet to, że do niektórych obiektów nie da się dostać, ponieważ limit miejsc wyczerpuje się w około dwie minuty po ogłoszeniu programu... co zazwyczaj ma miejsce w godzinach około południowych, kiedy ludzie powinni być w pracy. Naszą ubiegłoroczną eskapadę opisałam *tu*.
Cieszy fakt, że włodarze wzięli sobie do serca problem zbyt małej ilości obiektów a zbyt dużego zainteresowania turystycznego. W tym roku co prawda w dziwnych i nie do końca jasnych okolicznościach wyłączono ze szlaku Elektociepłownię Szombierki w Bytomiu, za to udostępniono w bardziej przyjaznej formie m.in. część zabudowań chorzowskiej Huty Królewskiej, czy śluzę Rudziniec, będącą częścią infrastruktury Kanału Gliwickiego. Kolejnym plusem, w stosunku do ubiegłych lat, jest o wiele większy wybór apéritifu - kilka obiektów zaplanowało "rozruch" poprzedniego dnia, w piątek, oferując a to koncerty plenerowe, a to świetlne wizualizacje czy pokazy sztucznych ogni (m.in. zabytkowa kopalnia srebra w Tarnowskich Górach oferowała tego typu krotochwile, a w Walcowni Cynku w Katowicach-Szopienicach miała nawet miejsce mroczna potańcówka w rytmach industrial/rave... kto by pomyślał... )
Inna sprawa to fakt, ze coraz trudniej mi podejść do któregoś z obiektów Industriady z czystym, dziecięcym zachwytem. Wyjaśnienie jest prozaiczne - przeważającą ich część już znam. Nie tylko z poprzednich edycji, ale i z własnych wypraw. Stąd też coraz trudniej (a może właśnie łatwiej?) ustalać program podróży. "Wszystko to już było" i pewnych atrakcji nie ma sensu powielać, skoro nawet nie trzeba czekać do Industriady, żeby je odwiedzić. Co najwyżej kilka z nich można potraktować w kategoriach ciekawostki, cóż to przez ostatnie miesiące się zmieniło i czy faktycznie są to zabytki techniki objęte odpowiednią opieką. Bo duża ich część po prostu gnije - nawet będąc własnością osób prywatnych czy firm, które deklarowały chęć rewitalizacji. Chęć.
Niemniej, staram się w miarę możliwości Industriadą cieszyć. Cieszyć, bo jest czym, nawet jeśli władze województwa mają sporo na sumieniu, a niektórzy, chętni do bezinteresownej pomocy w organizacji czy promocji, zderzają się ze ścianą biurokracji oraz... żądań ;) Zatem: Industriada 2015 moim okiem. Leniwie, na luzie, w trasie.
Niemniej, staram się w miarę możliwości Industriadą cieszyć. Cieszyć, bo jest czym, nawet jeśli władze województwa mają sporo na sumieniu, a niektórzy, chętni do bezinteresownej pomocy w organizacji czy promocji, zderzają się ze ścianą biurokracji oraz... żądań ;) Zatem: Industriada 2015 moim okiem. Leniwie, na luzie, w trasie.
...z uwzględnieniem widoku z wieży wyciągowej - bo pogoda była ku temu idealna a "na liście" byliśmy pierwsi ;)
...zwiedzona przez nas dokładnie w ubiegłym roku, więc teraz ograniczona jedynie do ogólnego widoku, jarmarku rękodzieła oraz jarmarku porcelany
...czyli teren dawnej kopalni Michał z szybem Krystyn
gdzie dotarliśmy już na sam koniec, akurat na tematyczny, przemysłowy koncert Dead Factory
***
Tak mogła zakończyć się dla mnie Industriada 2015.
Mogła, ale się nie zakończyła.
Nie tak.
Nie koncertem ani nie cukrową watą.
Zakończyła się inaczej.
Zmierzchem.
***
Zdało mi się bowiem, że wystarczy odmówić...
i odmówiłem, a jakże. Odmówiłem powrotu na służbę. (...)
Dość powiedzieć, że odmowa zdała się na nic, bom pół roku
później stał na granicy Valaquet z zamiarem odszukania kości
hrabiego, odszukania lodowych upiorów, a wreszcie odszukania
swego miejsca na świecie, bom wyraźnie dotąd go nie miał.
Feliks W. Kres, "Klejnot i wachlarz"













































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz