Styczeń, będąc miesiącem kapryśnym i mroźnym, zaowocował u mnie masą fotograficznego materiału. Minie jeszcze naprawdę dużo czasu, zanim podzielę się na facebooku wszystkimi kadrami, które uważam za udane (gdzie staram się wrzucać jedno zdjęcie dziennie, a nie od razu całą ich garstkę), ale mogę zacząć powoli prezentować te cykle tutaj :) Jak mówiłam - działo się całkiem sporo, a też udało mi się przetrzeć fotograficzne szlaki wyjazdowe. O ile na stałe mieszkam i fotografuję w Warszawie, natomiast raz na jakiś czas odwiedzam Katowice, gdzie czasem coś popełnię, w styczniu wypuściłam się w teren kawałek dalej. Eksperyment ten uznaję za zakończony sukcesem i mam nadzieję na wiosnę swoje wyprawy wznowić. Spakowanie sprzętu oraz stylizacji nie okazało się przesadnie trudnym manewrem, a jeśli w innym mieście miałabym perspektywę spotkania się nie z jedną, ale z dwoma, czy nawet trzema modelkami, warto to na poważnie rozważyć. Tym razem, kierowana wyższą koniecznością, w drugi weekend stycznia pojawiłam się w Łodzi, gdzie przy okazji udało mi się spotkać właśnie z dwiema modelkami. Dziś efekty jednej z tych sesji chciałabym zaprezentować. A pozowała mi Ina, której retro gust zasługuje na większą uwagę. Jeśli ciekawi was coś więcej na jej temat, serdecznie zapraszam do lektury jej bloga, gdzie prócz "modowych sesji" znajdziecie sporo informacji na temat stylu retro, garderoby czy tematycznych książek.
Co tymczasem stworzyłyśmy we dwie?
Przede wszystkim Ina wyszła mi na przeciw i bardzo ułatwiła całą sesję, przygotowując stylizację - mroczną, gotycką, klasycznie czarną, dopasowaną do zimowych warunków. Przy tej okazji mogłam z bliska przyjrzeć się gorsetowi Brocade Underbust od Restyle, który - jak na produkt ze sklepu Restyle, do którego podchodzę zawsze ze sporą rezerwą - wręcz mnie oczarował (czy wspominałam już że właśnie go dostałam od innej modelki? :D). Niemniej, ponieważ lubię wtrącać swoje trzy grosze, zaproponowałam Inie, że coś jednak od siebie dodam, żeby nie przyjeżdżać kompletnie z pustymi rękoma. Stanęło na tym, że udało nam się znaleźć zastosowanie dla wiekowego cylindra, który mieszka w mojej szafie (pamiątka po pradziadku mojego partnera) oraz gustownej laski z psią główką (kupionej w prezencie dla mojego partnera właśnie, ale głównie zbierającą kurz - też mi wdzięczność ;)). A że hasło "psia główka" skojarzyło nam się momentalnie z postacią Wolanda z Mistrza i Małgorzaty, cała sesja nabrała drugiego dna i nowego wyrazu. Tak, czasem jeden gadżet potrafi sporo namieszać :) A więc, uzbrojona w odpowiedni asortyment, dałam się porwać i poprowadzić po łódzkim parku, którego w zasadzie w ogóle nie znałam i nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Nasza sesja, mimo że trwała bardzo krótko (warunki pogodowe koszmarne!), była okrutnie intensywna i z jej efektów jestem naprawdę zadowolona. Co jedynie potwierdza, że doświadczona, konkretna modelka to dla fotografa prawdziwy skarb. I że czasem w bardzo krótkim czasie można stworzyć naprawdę ciekawe rzeczy.
Toteż, oto przed wami nasz krótki spacer po łódzkich Patriaszych Prudach!
***
Modelka, wizaż, stylizacja: Ina von Black
Fotografia oraz gadżety ;) Agnieszka "Frustra" Młynarczyk
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
Bardzo udane to było spotkanie i myślę, że nie ostatnie ;)
OdpowiedzUsuń