niedziela, 29 września 2013

Lost&Found - Balladyna

Tego lata, jeszcze w maju, bądź czerwcu, jeśli pamięć mnie nie zawodzi, napisała do mnie Łucja Lange, czym sprawiła mi bardzo miłą niespodziankę i dużą przyjemność. Rozchodziło się o to, czy nie byłabym zainteresowana współpracą - być może jednorazowo, być może częściej - z działającym pod jej auspicjami internetowym wydawnictwem Lost & Found. 

Zapoznałam się naprędce z już publikowanymi materiałami i bez dwóch zdań uznałam, że warto się postarać. Po pierwsze dlatego, że całe wydawnictwo, jego przesłanie i estetyka są mi bardzo bliskie i natychmiast przypadły mi do gustu. Po drugie, że można tam znaleźć naprawdę dobrych twórców, którzy zdążyli wypracować swój charakterystyczny styl. Nie tylko wśród fotografów, choć naturalnie ten dział L&F interesował mnie najbardziej. Dla mnie, jako że nie uważam się ani za profesjonalnego fotografa, ani tym bardziej za artystę (jeśli kiedykolwiek zacznę się tytułować "artystką" chyba pójdę popływać w Wiśle), była to perspektywa mile łechtająca ego, toteż pierwsze kroki poczyniłam do mojej ulubionej rudowłosej modelki i rozpoczęłyśmy przygotowania. Przygotowania do popełnienia zbrodni w moich ulubionych, bajkowo-wiktoriańskich realiach. Cechą L&F jest bowiem redagowanie poszczególnych numerów w myśl określonej idei, hasła, czy przesłania. A temat dla interesującego mnie, lipcowego wydania, brzmiał "zbrodnia". Ale gdzież tam ja i skrajny brutalizm...?

Toteż w okrutnie gorący i słoneczny dzień, walcząc z temperaturą, światłem oraz innymi przeciwnościami, razem z moim mężczyzną, Aleksandrą oraz Natalią (która zgodziła się grać rolę ofiary), wyruszyliśmy w plener. A że dziewczęta bardzo wczuły się w role, takie były tego efekty :)










Cały cykl, na który złożyło się 15 fotografii, został zamieszczony w lipcowym wydaniu L&F, do którego obejrzenia zachęcam. Mam też nadzieję, że wyniki mojej przyszłej pracy, czyli sesji przeznaczonej do numeru październikowego, również przypadną Redakcji do gustu. Ale na to będzie trzeba trochę jeszcze poczekać. Choć koncept już jest, a i Aleksandra zgodziła się po raz kolejny grać rolę mojej osobistej muzy ;) Nawet jeśli się nie uda, dobrze będzie znów się spotkać i stworzyć coś wspólnie. Ale i tak życzcie nam powodzenia!

* pozowały: Aleksandra Niewiadomska i Natalia Ornatowska
* fotografie i stylizacje: Agnieszka 'Frustra' Młynarczyk
* wodoodporne gorsety mojej ulubionej marki Papercats
* Mega*Zine Lost&Found do obejrzenia tutaj oraz na facebookowym fanpage.

wtorek, 10 września 2013

Łapacz snów



Sierpień, na polu fotografii, był dla mnie bardzo intensywny. Zrealizowałam wiele pomysłów, do wielu poczyniłam poważne kroki (w październiku czeka mnie duże i istotne wyzwanie), a też, razem z moim partnerem, przygotowujemy stronę internetową, która będzie oficjalną wizytówką mojej twórczości (choć, będąc szczerym, to on ją przygotowuje - ja tylko pokazuję palcem co i w którym miejscu bym chciała). Spędziłam również trochę czasu w Katowicach, co z jednej strony strasznie mnie rozleniwiło, z drugiej jednak pozytywnie nastawiło do świata. Reasumując, sporo się wydarzyło - dlatego wrzesień chciałabym spędzić raczej spokojnie, nie nastawiając się na fotografię (choć jedną, bądź dwie sesje chciałabym zrealizować). Poza tym wciąż mam wiele niezaprezentowanego materiału, który w końcu należy uporządkować.

A należy do nich przede wszystkim wspaniała, oniryczna sesja, którą zrealizowałam wespół z Judytą. Było mi szczególnie miło pracować z tą dziewczyną, ponieważ chciałyśmy spotkać się już od dawna, ale wciąż pokonywała nas odległość, a cały koncept gdzieś się rozmywał. Ostatecznie spotkałyśmy się w sierpniu, w tygodniu, na chwilę, zastanawiając się, czy nie będziemy musiały uciekać przed deszczem. Nie musiałyśmy. A Judyta wniosła do moich fotografii niesamowitą lekkość, liryczność, delikatność i spokój, sama będąc osobą ciepłą, bardzo sympatyczną i radosną. Zdecydowanie była to jedna z najciekawszych sesji, jakie miałam okazję ostatnimi czasy zrealizować. Za co bardzo jej dziękuję.









modelka: Judyta Niedźwiecka
fotografia i stylizacja: Agnieszka 'Frustra' Młynarczyk

niedziela, 8 września 2013

jak PRAGaNĘ fashion

W dalszym ciągu, pomimo coraz śmielszej promocji, nie jestem zwolenniczką stylu vintage. Nie przekonują mnie niektóre kombinacje strojów, prezentowane pod tym szyldem, a też wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w wielu przypadkach kreuje się na niedzielnych, rodzinnych obiadach, kiedy pojawia się okazja, żeby przewertować zawartość szafy starszej siostry, matki albo babci. Aczkolwiek przyznam bez ogródek, że niekiedy w takiej stylistyce można wypatrzyć piękne, niepowtarzalne rzeczy. Toteż powodowana ciekawością (choć ukierunkowaną przede wszystkim na stoisko gotycko-alternatywnego sklepu Black Garden... którego koniec końców nie odwiedziłam, bo ekipa miała spóźnienie, a ja inne rzeczy w grafiku...) wybrałam się na drugą edycję targów pod szyldem "jak PRAGaNĘ fashion", która odbyła się w piątek, 6 września, w klubie Sen Pszczoły na warszawskiej Pradze.

Efekty? Wyłowiona z tłumu fantastyczna, czerwona wiktoriańska koszula, która będzie idealna na potrzeby sesji fotograficznych z modelkami. Co poza tym? Rzut oka na to, co w trawie piszczy. I chociaż sama nie gustuję w ubiorze i dodatkach, prezentowanych na poszczególnych stoiskach, patrząc na nie mam ochotę się "nawrócić". No... może prócz tasiek z kotami.










* Informacja o wydarzeniu na facebooku i spis wystawców
* Kocham Vintage, u których zdobyłam swój łup ;) 



środa, 4 września 2013

Vintage & retro

Sierpniowe spotkanie z Michèle.

Krótkie, poświęcone raczej obmyślaniu innego, większego projektu, niż "właściwej" sesji zdjęciowej, ale żal nie skorzystać z okazji, skoro już udało nam się spotkać :) Udało się po raz drugi, choć i ona, i ja, zdążyłyśmy przez ten czas trochę się zmienić i chyba sporo nauczyć. Jednocześnie po raz kolejny stwierdzam, że współpraca z nią jest świetna, bo to istny wulkan energii i humoru, który bardzo starannie potrafi "zakamuflować" swoją żywiołowość na potrzeby moich zdjęć ;) Czeka nas jeszcze jeden wspólny "romantyczny" projekt, który zrealizujemy prawdopodobnie na przełomie września i października. Ode mnie wymaga on poświęcenia sporo czasu maszynie do szycia, bo planujemy stworzyć suknię od podstaw - wiemy już, że będzie czerwona, koronkowa i rozłożysta... W moim domu są już potrzebne materiały, a nawet przypomniałam sobie, jak farbuje się domowym sposobem tkaniny. O ile zwykle mam okazję szyć raczej mniej skomplikowane rzeczy, tudzież wprowadzać poprawki na strojach już istniejących, to będzie ciekawe wyzwanie. 

Zatem: ostatnia, romantyczno-parkowa sesja w czerwieni. A potem? Michele rozwija się jako modelka +Size, a jednocześnie zamierza iść w klimaty alternatywne. Już teraz starałam się ukryć jej liczne tatuaże oraz coraz bardziej powiększające się tunele w uszach. Czeka mnie przy niej inna konwencja...? Właściwie... to czemu by nie? :)





* fotografie i stylizacja: Agnieszka 'Frustra' Młynarczyk