W dalszym ciągu, pomimo coraz śmielszej promocji, nie jestem zwolenniczką stylu vintage. Nie przekonują mnie niektóre kombinacje strojów, prezentowane pod tym szyldem, a też wciąż nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w wielu przypadkach kreuje się na niedzielnych, rodzinnych obiadach, kiedy pojawia się okazja, żeby przewertować zawartość szafy starszej siostry, matki albo babci. Aczkolwiek przyznam bez ogródek, że niekiedy w takiej stylistyce można wypatrzyć piękne, niepowtarzalne rzeczy. Toteż powodowana ciekawością (choć ukierunkowaną przede wszystkim na stoisko gotycko-alternatywnego sklepu Black Garden... którego koniec końców nie odwiedziłam, bo ekipa miała spóźnienie, a ja inne rzeczy w grafiku...) wybrałam się na drugą edycję targów pod szyldem "jak PRAGaNĘ fashion", która odbyła się w piątek, 6 września, w klubie Sen Pszczoły na warszawskiej Pradze.
Efekty? Wyłowiona z tłumu fantastyczna, czerwona wiktoriańska koszula, która będzie idealna na potrzeby sesji fotograficznych z modelkami. Co poza tym? Rzut oka na to, co w trawie piszczy. I chociaż sama nie gustuję w ubiorze i dodatkach, prezentowanych na poszczególnych stoiskach, patrząc na nie mam ochotę się "nawrócić". No... może prócz tasiek z kotami.
* Informacja o wydarzeniu na facebooku i spis wystawców
* Kocham Vintage, u których zdobyłam swój łup ;)
I definicja opiniotwórczego blogerstwa.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz