Poznaję Wrocław małymi kroczkami. Powoli zapamiętuję jego topografię i coraz lepiej się w nim odnajduję. A przy okazji, na marginesie, coraz bardziej się nim zachwycam. Lubię to miasto. Lubię jego miejski pejzaż, specyficzny układ urbanistyczny, architekturę - zabytkową, nowoczesną, historyzm i eklektyzm. Nawet jeżdżące koszmarnie długo tramwaje mi się podobają. Generalnie lubię się po Wrocławiu włóczyć, zarówno jego głównymi arteriami, jak i po dziwnych zakamarkach. Choć nie mam ku temu zbyt wielu okazji. Trochę to jednak daleko.
Tym razem spędziliśmy w Breslau moje urodziny. Nie było tortu ani szampana. Ale były piękne widoki, dobra pogoda, sympatyczne knajpki, a i udało nam się ulokować w wygodnym i świetnie położonym hotelu, zaraz przy Jatkach. Przy okazji tej weekendowej wizyty wykonałam też dwie sesje z modelkami, czemu zamierzam poświęcić kolejny wpis. Tak więc żyć, nie umierać. Nawet jeśli było zimno, wietrznie, zmrok zapadł szybko, a podróż z Warszawy trwała sześć godzin. Nie jesteśmy typem "wycieczkowiczów", którzy nie wyobrażają sobie sezonu bez 2-tygodniowego urlopu nad morzem. Ale włóczyć się lubimy obydwoje. Szczególnie jeśli otoczenie do tego zachęca :)
tak oto odkryliśmy Zaułek Ossolińskich
romantyczną sztampę na Moście Tumskim
złapaliśmy miłe światło przy Hali Targowej
i zwiedziliśmy Kościół Najświętszej Maryi Panny na Piasku
przespacerowaliśmy się też przez całą Wyspę Piaskową
...i w końcu mam jakieś swoje portrety ;)
...i nie tylko ja.
Kolejna rzecz, która mi sprawiła przyjemność, to możliwość ponownego wzięcia na warsztat analoga. Siłą rzeczy większość swoich projektów, czy to portretowych, czy reportażowych, wykonuję cyfrą. Od kiedy nie mieszkam już na Śląsku i nie wypuszczam się na leniwe spacery przemysłowe, analog stoi smętnie na półce i porasta kurzem, a w lodówce piętrzą się coraz bardziej stare i nowe filmy - gdzieś tam kiedyś kupione, niewykorzystane, albo wykorzystane i odłożone. Jakoś Warszawa pod kątem widoków mnie nie zachęca. I o ile dobrze jest mieć zapas wirtualnych kadrów z modelkami, to tym razem na użytek własny udało mi się popełnić kilka kadrów "szlachetniejszych" :) Przy udziale aparatu rok młodszego ode mnie, bardzo zresztą lubianego przeze mnie nikona F70 z podpiętym do niego obiektywem 35mm 1.8, z założonym czarno-białym filmem Rollei Superpan 200. Niestety, zeskanowanym później w domowych warunkach przy użyciu dość prostego, lekko zawodnego skanera, stąd jakość komputerowa pozostawia trochę do życzenia. Ale na lepszy i bardziej uniwersalny skaner przyjdzie niebawem czas. Mimo wszystko lubię analogi. A fakt wykorzystania ich "raz na jakiś czas" dodatkowo wzmaga radość z tego, że ogranicza cię liczba klatek i za każdym razem musisz się chwilę zastanowić, zanim zatrzymasz ostrość i dociśniesz spust migawki do końca.
Reasumując - to były naprawdę miłe urodziny.
A że do domu wróciłam z gorączką i cała podróż skończyła się antybiotykiem... kto by sobie takimi drobnostkami głowę zawracał.


























.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)











