Kolejne wspomnienie jesieni. Czasu, który w tym roku był dla mnie szaleństwem i gonitwą, a w którym też zdołałam zrealizować mnóstwo fotograficznych projektów. Do tej pory nie wiem, jakim sposobem, jednak efekty do teraz cieszą oczy.
Tym razem wyprawa pod Warszawę. Razem z Sylwią, z którą postanowiłyśmy odwiedzić nieduży, opuszczony dworek. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się aż tak urzekającej scenerii. A że miejsce, które odwiedziłyśmy, nie leży na przysłowiowym końcu świata, jego urok i spokój koniecznie muszę wykorzystać raz jeszcze. Może uda mi się to zrobić teraz, zimą? Kiedy okolica pokryje się śniegiem, będzie jeszcze bardziej magiczna. Ktoś chętny? ;) Jeśli tak, to zapraszam na "królową śniegu".
Uwielbiam zresztą opuszczone miejsca. Kilka lat temu, mieszkając jeszcze na Śląsku, regularnie wyprawiałam się w teren. Do kopalń, zakładów, fabryk. Również do pałaców, choć tych odwiedziłam jedynie niewielką część. Przenosząc się do Warszawy trochę tę pasję zarzuciłam. Warszawa dba, aby nie zalegały w niej "niepotrzebne elementy", choć poza nią, na rubieżach, wciąż kilkadziesiąt miejsc woła. Czas się zmobilizować, póki jeszcze stoją :) Choć nie są tak spektakularne, jak w innych regionach. Dolny Śląsk i Opolszczyzna - to dopiero skarbiec!
Tymczasem magicznie było też i w naszym "małym dworku".
***
pozowała Sylwia
czesała Martyna Jeziorska
a fotografowałam i stylizowałam ja sama :)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
%2B-%2Bpoprawione.jpg)
%2Bcz2.jpg)
%2Bcz2.jpg)
%2Bcz2.jpg)
%2Bcz2.jpg)
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz