poniedziałek, 15 grudnia 2014

* EWA ŚPI *

Rzadko chodzę na koncerty.
Jeszcze rzadziej zabieram na nie aparat fotograficzny.

...a jak już, to ląduje na koncertach poezji śpiewanej.















Na wiosnę miałam przyjemność uczestniczyć w mini koncercie/próbie generalniej programu Skruchy i erotyki dla Ewy. Mateusz Nagórski i Andrzej Dębowski wzięli na warsztat zbiór wierszy Jacka Kaczmarskiego i, własnymi siłami, stworzyli do niego muzykę. A że do charakterystycznego stylu i wydźwięku Kaczmarskiego podeszli z zachowaniem wszystkiego, co najlepsze, ich autorskich dokonań słucha się z przyjemnością. Nigdy nie byłam zwolenniczką nieskrępowanej wolności interpretacji. W zasadzie postulaty "śmierci autora" działały na mnie zawsze trochę jak płachta na byka. Tutaj natomiast jest... klasycznie. Klasycznie, bo bez nowoczesnych aranżacji. Ale również bez martyrologii, bez "politykierstwa", bez zawłaszczania i bez nadęcia. Jest mężczyzna i gitara. W tym przypadku - razy dwa. I to mi się bardzo podoba. Bo nawet o rzeczach prozaicznych, rubasznych, czy zabarwionych erotyką można pisać i śpiewać tak, że słucha się tego z przyjemnością, której daleko od prostactwa. Polecam, naprawdę warto :)

Tymczasem, 7 grudnia, udało nam się dotrzeć na drugi już, warszawski koncert. Tym razem w Piwnicy pod Harendą. Dobór miejsca wręcz symboliczny. A że prócz wysłuchania utworów, miałam również "czym się zająć", wieczór ten uznaję za podwójnie udany. 

Były również kolędy!  

Dobrze mu tak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz