Wędrując po świecie zdarzyło mi się, nawet więcej niż raz, być we Wrocławiu. Całkowicie subiektywnie i bez grama wstydu przyznam, że jest to według mnie najpiękniejsze - tak duże - miasto w Polsce. Co jest złośliwym chichotem ze strony historii, bo z polskością ma on tyle wspólnego, co ja z Górnym Śląskiem.
Czyli jest na doczepkę, ale bardzo się stara.
Niemniej, Wrocław, jako "niedzielna turystka", uwielbiam całym sercem. Zapewne mieszkając w nim na stałe moje uczucie szybko by ostygło i zaznałabym takich samych, jak wszędzie na świecie, nieszczęść i frustracji, bo miasto, mimo że piękne w swym historycznym rysie, to jednak ciasne, zaniedbane, nie zawsze dobrze zarządzane i ogólnie trudne. A że historię ma trudną szczególnie, to szczególne problemy się w nim pojawiają. No ale. Wrocław. Niech będzie, że jest wspaniały.
Z Wrocławiem wiąże się też inicjatywa Dwóch moich Znajomych Niewiast, o której już w wielu miejscach wspominałam. Inicjatywa zwie się Breslauerin i zajmuje się, najogólniej rzecz ujmując, geszefciarstwem. Jeśli jesteście kobietami (bądź macie pod ręką jakieś kobiety) i cenicie sobie wysokiej jakości odzież z minionych epok, możecie śmiało do Dziewczyn zajrzeć. Czyniąc długą historię krótką: jeżdżą po dziwnych miejscach, buszują, szukają, wydobywają, odnawiają, piorą, prasują (albo nie) i handlują odzieżą z lat... w zasadzie... z szeroko rozumianego XX wieku. Bo i lata 20. i 80. się tam znajdą. O ile dobrze trafisz i żadna inna Żarłoczna Osoba nie sprzątnie Ci ich sprzed nosa. Warto być szybkim ;)
I warto podtrzymywać przyjaźnie, bo z przyjaźni rodzą się biznesy, a z biznesów - ładne zdjęcia. I tak też było tym razem, bo we Wrocławiu pojawiliśmy się w styczniu, starając się miło spędzić czas mimo obrzydliwie wręcz dokuczliwego mrozu.
A ponieważ mróz nie służy nikomu i niczemu - ani nam, ani ładnym, starym sukienkom - przepuściliśmy krótki szturm na jedną z Wrocławskich kawiarni, gdzie Tomasz raczył się grzanym cydrem (ja zresztą też), a Dziewczęta paradowały w aktualnie posiadanych vintage perełkach.
I wyszło jak wyszło ;)
Ugościł nas świetnie zaopatrzony Bistro Narożnik który polecamy zarówno głodnym, jak i spragnionym.
Chciałabym jeszcze coś mądrego powiedzieć o tych świetnych kieckach, ale kompletnie się na tym nie znam, więc odsyłam do bloga Katarzyny Drugiej, gdzie o czekoladowej sukience jest pokaźna notka :)
I idźcie na zakupy do Breslauerin
Ja sobie bardzo chwalę
A jak nie na zakupy, to do wypożyczalni, która właśnie powstaje
Wrocławiu, było fajnie!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz