poniedziałek, 4 grudnia 2017

THE BOOK OF THOTH

W 1904 roku angielski mistyk i poeta, Aleister Crowley, stworzył podwaliny systemu filozoficzno-religijnego, określanego jako Thelema. Systemu, który, choć "narodził się" i ukonstytuował w Egipcie, czerpał i czerpie garściami z ogromnej światowej spuścizny religijnej, filozoficznej i etycznej. W dniach, w których XIX wiek uparcie nie chciał się zakończyć (do 1914 roku jeszcze kawałek), po kątach dogorywała wiktoriańska pruderia, bohema też nie miała już sił bohemić się w bieżącej formie, a lud podskórnie wyczekiwał zmian, Zmiana zaczęła kiełkować. Co prawda nigdy nie rozwinęła się tak, aby oblicze świata faktycznie zmienić, za to sto lat później wciąż dla garstki ludzi stanowi latarnię, oświetlającą dość paskudną, ciemną rzeczywistość.


Prowodyr tego wszystkiego, odsądzany od czci i wiary, w chwilach, w których nie doskonalił swojej Magiji, nie praktykował jogi, nie wspinał się na światowe szczyty (górskie!), nie pisał poezji, nie zwalczał nazizmu, bądź nie pełnił roli Szpiega, zajął się również talią tarota.

W latach 30. on i artystka Frieda Lady Harris, zaczęli tworzyć własną interpretację talii. Interpretację dość szczególną i przez większą część ezoterycznego półświatka szalenie docenioną, aczkolwiek - jak piszą crowleyowscy badacze - raczej nie spełniającą roli wróżebnej tak dobrze, jak standardowe, wcześniejsze talie. Talia Crowleya i Harris - dzięki wielowątkowemu zaangażowaniu twórców - stała się encyklopedią symboli i znaczeń, powiązanych i krzyżujących się ze sobą na wielu płaszczyznach - niejednokrotnie, dla tarociarskich wyjadaczy, wzajemnie ze sobą sprzecznych. Bo Głupiec nie jest taki Głupi, Wieża nie kończy, a zaczyna, a zamiast Sądu widzimy Eon. Dokładając do tego bardzo silne zakotwiczenie w kabale, odwzorowanie na Drzewie Życia, zbudowanie Różokrzyża, czy sięgnięcie po ideę łańcucha DNA, zanim ów łańcuch uczonym się okazał - Tarot Thotha poznaje się z wypiekami na twarzy. Obydwoje dali z siebie, co mieli najlepsze - Crowley olbrzymią wiedzę i łatwość w łączeniu pewnych znaczeń kulturowych i filozoficznych, Harris - talent plastyczny i umysł otwarty na nowe prądy w sztuce (nie tylko zresztą w sztuce, jak pokazała jej biografia), z geometrią syntetyczną na czele. 

I pomimo tego, że ta dwójka bardzo często nie potrafiła się porozumieć, zarzucała sobie co chwila niekompetencję bądź przeintelektualizowanie, narzekała na zmęczenie i brak spójnej koncepcji (na koniec zresztą, z okazji planowanej wystawy obrazów, Crowley był - zdaje się - wręcz wściekły z bezsilności), to ich magiczne Dziecko podbiło serca i umysły odbiorców. I moje serce i umysł trochę też. Przynajmniej w pewnym stopniu.

Długo szukałam czegoś, co twórczo zwiąże mnie na dłuższy czas. Zwiąże wewnętrznie - narzucając pewną ideę - i przywiąże zewnętrznie - do konkretnej i spójnej realizacji owej idei i przełożenia jej na formę obrazową. W swoim fotograficznym świecie jestem człowiekiem szczęśliwym i spełnionym, bo dobrze mi w moich sukienkowych, bajkowo-wiktoriańsko-gotyckich kadrach, jednakże czasem - szczególnie w okresie zbyt wielkiej intensyfikacji owych bajek - odnoszę wrażenie, że zapędzam się w lekkie i frywolne rokoko, na co Marcus Porcius Cato Censorius patrzy z dezaprobatą. 

Także szukałam. Szukałam i znalazłam. I wydaje mi się, że uda mi się gonić króliczka i króliczka złapać. Po zrealizowaniu kilku Kart mam poczucie, że robię coś nowego i rozwijam się - również technicznie, wszak to już praca w czterech ścianach, ze światłem, ekspozycją, plastyką. Ale przede wszystkim to wciąż moje zdjęcia, bo Modelki przedstawiam tak, jak chcę i ów około bajkowy duch się pojawia.



Lubię myśleć, że dorosłam do Crowleya. Jako czytelnik, kobieta, człowiek. Dorosłam fizycznie (kilka godzin w jednej pozycji - joga zobowiązuje) i dorosłam - co ważniejsze - mentalnie. Rozwinęłam bagatelizowaną współcześnie umiejętność czytania ze zrozumieniem, mój kręgosłup (moralny) jest bardziej elastyczny, a mój umysł wciąż chłonny, jednocześnie krytyczny i logiczny. Reasumując - mogę Crowleya czytać, ani nie obrażając się na niego, bo gada głupoty i pruderia każe mi cisnąć jego wypociny w kąt, ani się nad jego słowami nie brandzlując. Czytając sięgać do źródeł, konfrontować je, nie nudzić się wertowaniem przypisów, ani nie czuć się jak tępy uczniak, robiąc na marginesach notatki i świadomie, z premedytacją, zaginać rogi poszczególnych stron, zamiast z antykwarycznym pietyzmem korzystać z różnokolorowych fiszek.

A skoro potrafię go już czytać na papierze, to chcę również spróbować od-czytać go na matrycy aparatu. I to bardzo dobry pretekst, żeby zmartwychwstał nie tylko bóg Egiptu, ale i ten blog. Jako Zwycięskie Dziecko w Koronie.

I tu zaczyna się właściwa historia... :)

A słowem i ciałem wstępu - Joasia.










I * MAG

modelka: Joanna Kołodziejczyk 
foto: Agnieszka Młynarczyk
charakteryzacja: Marek Soszyński
asysta: Tomasz Czora

***
Najpotrzebniejsza bibliografia dla ciekawskich:
- Aleister Crowley, Księga Thotha. Tarot Egipcjan, Lashtal Press, OTO 2016 
- Aleister Crowley, Frieda Harris, Ekspozycja okultystycznych i alchemicznych wzorów kart Tarota Egipcjan, Lashtal Press, 2016
- Lon Milo Duquette, Tarot Thota. Klucz do zrozumienia, Okultura, Warszawa 2010.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz