Pozostając myślami we Wrocławiu - tym razem bardziej tematyczna jego odsłona, a w niej kolejna kobieta, którą miałam okazję wyciągnąć przed obiektyw :)
Czasem wydaje mi się, że świat jest strasznie mały. Rozmawiając ze znajomymi (również tymi "starymi" ze szkoły jednej bądź drugiej), można dojść nieraz do wniosku, że obecnie wszyscy wszystkich znają. Albo jeśli nie znają, to kojarzą. A nawet jeśli i to zawodzi, a nowo poznane osoby się skojarzyć nie chcą, to po kilku słowach okazuje się, że tak po prawdzie to zajmujemy się w życiu tym samym, mamy podobne zainteresowania, w te same rejony nas ciągnie i tak dalej. "Cóż za przypadek!".
A więc tym razem - styczniowa sesja z Kasią. Wykonana podczas naszej wizyty w Festung Breslau, w niedzielny, leniwy poranek, kiedy chmury na niebie były dyfuzorem idealnym, a ja znów, w równie rozleniwionym nastroju, przyszłam na gotowe. Kasia, siedząc głęboko w tematyce loliciej, vintage oraz retro, sama wszystko przygotowała (za ten płaszcz wciąż mam ochotę ją udusić!!), a do tego przyprowadziła ze sobą towarzyszkę, więc nawet miał kto przytrzymać blendę. Bo Tomasz został spać. Swoją drogą dopracowany look, jaki zaprezentowała Kasia, pozwolił nam zrobić niemalże dwie sesje za jednym zamachem, bo zarówno zielona sukienka, jak i kosmicznie cudowny czerwony płaszcz, wykorzystałyśmy i oddzielnie, i w połączeniu. Zresztą zimowa pora nie sprzyjała zbytnio plenerowym sukienkom, więc nie dość, że wszystko się zgrało i dobrze wyglądało, to i oszczędziło Kasi temperaturowego dyskomfortu... przynajmniej w małym stopniu ;)
Z Kasią (Kasiami, jak się okazało) umówiłam się w znajdującym się niedaleko rynku barokowym ogrodzie Ossolińskich, który - całe szczęście - okazał się zupełnie pusty. Biorąc pod uwagę, że spotkałyśmy się przed południem w niedzielę, zakładam że wrocławscy turyści byli zajęci sobą, a Wrocławianie skupiali się w kościołach. I bardzo dobrze :) Do gapiów, komentarzy oraz niemieckich wycieczek już dawno się przyzwyczaiłam, ale jednak lubię mieć spokój. Próbowałyśmy też dostać się na wewnętrzny dziedziniec Zakładu Ossolińskich, ale tutaj poniosłyśmy klęskę, bo w niedzielę był on zamknięty na cztery spusty. Co w zasadzie nie dziwi, bo pokażcie mi studenta, który w niedzielę, o 10 rano, dobijałby się do biblioteki... :)
***
modelka, stylizacja, fryzura: Kasia - Poli-Loli (zajrzyjcie do niej na bloga koniecznie!)
fotografie: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk










Aww ja ci jeszcze raz dziekuje za super sesje ;)
OdpowiedzUsuń