Kiedy na początku stycznia odwiedziłam Łódź, spotkałam się m.in. z Agnieszką, która prowadzi bloga, poświęcanego kulturze alternatywnej i lifestyle'owi. Mrok muzyczny, mrok wizualny, reminiscencje i oddziaływania stylu goth, victorian, retro, uwielbienie gorsetów i wszystko, co w takiej oto trawie piszczy. Agnieszka postanowiła też poświęcić notkę mi oraz moim fotograficznym tworom, co skłoniło mnie do pewnej refleksji na temat pracy z modelką. Trochę modelek już poznałam, toteż zamierzam popełnić kilka słów o tym, jak mi pracuje się z modelkami i czego od potencjalnej modelki oczekuję. Jeśli są na sali osoby zainteresowane - zachęcam do lektury, choć notka zapowiada się na długą :)
... weźcie coś do picia. tutaj Sariel z kawą za Straszne Pieniądze
Moja ulubienica, Aleksandra, omdlewająca w ramionach...
...innej Aleksandry
"Chciałabym kiedyś...". A więc, zacznijmy od tego, że nie należy bać się do mnie napisać :) Jeszcze nikogo nie pogryzłam, a też nie mam w zwyczaju kraść dzieciom lizaków :) Bardzo się cieszę, czytając pozytywne opinie na temat moich zdjęć, bo nie tylko bez współtwórcy, ale przede wszystkim bez odbiorcy, fotografia nie ma racji bytu. Nic też nie stoi na przeszkodzie, żeby z odbiorcy stać się właśnie współtwórcą. Wystarczy pierwszy krok, choć musimy my chcieć go wykonać. Wiele dziewczyn, szczególnie na portalach modelingowych, czyni do mnie "podchody". Rozpoznaję je już z odległości miliona kilometrów. W większości na ogólnym wallu danego serwisu (tzn. nie pod poszczególnymi zdjęciami), na zasadzie kopiuj > wklej. Że "rewelacja', że "zachwycające", że "'magia". I tak co tydzień ;) Przeważnie grzecznie im za nie dziękuję, wpadam na ich profile i - jeśli mnie coś konkretnego oczaruje - również zostawiam jakiś mały dopisek. Jest jednak pewien poziom wazeliniarstwa, którego lepiej nie przekraczać. Nie bawmy się w kotka i myszkę, nie ganiajmy się przez kilka miesięcy. Nieraz przyszło mi umówić się na naprawdę fantastyczne sesje z osobami, z którymi zamieniłam 2-3 wiadomości. One chciały, ja chciałam, pasował pomysł, pasował termin. Czego chcieć więcej? Tak się to robi! :) Choć oczywiście lepiej nie brać mnie z zaskoczenia pytaniem "czy mam jutro czas". Dobrze jest wyznaczyć sobie widełki tak na półtora-dwa tygodnie do przodu :) Ważna sprawa! Bądź konkretna i słowna! Masz czas "tylko w piątki"? Ok, który piątek ci odpowiada? Bardzo byś chciała, ale "w Wawie będziesz dopiero za miesiąc?" Ok, możemy zacząć myśleć już dziś i uskuteczniać twórczą burzę, ale jeśli za ten "miesiąc" kompletnie zapomnisz, że w ogóle coś było omawiane... cóż. Listonosz może i dzwoni dwa razy. Ja nie.
Kasia, której poświęcona będzie jedna z kolejnych notek,
a która pozowała mi niedawno we Wrocławiu
"Właśnie takie zdjęcia..." No właśnie. Bo jest różnica pomiędzy "takie", a "takie same". Nie mówię i - Boże broń - nie wymagam, żeby już w pierwszej wiadomości zasypać mnie linkami oraz inspiracjami, ale bardzo mnie cieszy, kiedy modelka, która do mnie pisze, wie w jakie klimaty chce iść. W mojej głowie kotłują się różne rzeczy. Koncepcje, które mam już gotowe w 99%, luźne myśli, które dopiero układają się w całość, zarysy fabuły. Warto jednak wiedzieć, pytając o współpracę, co chciałoby się robić. Bo jeśli akurat mam fazę na mroczny gotyk, a moja interlokutorka gotyk omija szerokim łukiem, nie będę jej przecież przymuszać :) Wychodzę z założenia, ze sesja nie jest jedynie "moja", ani "jej" - sesja jest "nasza", a więc dla obu stron powinna być interesująca. Wystarczy impuls. Tak samo, jak spacerując po mieście ma się ochotę na "coś słodkiego", tak samo, rozmawiając o sesji, można mieć ochotę na "coś bajkowego". Bajkowego. Romantycznego. Smutnego. Mrocznego. Eleganckiego. Jest to punkt wyjścia, na którym można się oprzeć. Piszę to też z tego względu, że bardzo często dostaję wiadomości właśnie o treści "zaproponuj mi coś :))". I tutaj jest problem dwojaki. Po pierwsze, mam naprawdę sporo pomysłów, koncepcji, które się ze sobą wiążą, które można w jakimś stopniu modyfikować. Ot, 101 sposobów na użycie czerwonej, koronkowej parasolki. I przecież nie będę na samym początku korespondencji, kiedy nie wiem jeszcze o mojej rozmówczyni zbyt wiele, popełniać takiego monologu. Spędzę godzinę klecąc wiadomość, a w zamian dostanę odpowiedź "eeee... to nie". Po drugie, nie czuję potrzeby ani sensowności spowiadania się z moich planów podboju galaktyki ;) Nazwijmy to własnością autorską, pomysłem prywatnym, czy jakkolwiek inaczej. Po prostu dostając wiadomość "zaproponuj mi jakieś fajne miejsce (np. opuszczony pałac na Górnym Śląsku)", nie mam zamiaru na dzień dobry przedstawiać pełnej listy. Nie tak to działa ;)
Karolina chciała weneckie maski. Ja również!
"Co mam zrobić?" Przed sesją? Wyśpij się! Zadbaj o siebie, swój komfort psychiczny, jak i fizyczny. Kiedy najem się pizzy albo czekolady, chodzenie w gorsecie jest katorgą (a w moim mózgu nie ma wyłącznika łakoci, więc nie rozumiem jak niby można mieć dość jedzenia czekolady). Problemy z cerą? To są niestety kwestie nie zawsze zależne od nas samych (no, chyba że od tej czekolady...), więc też nie warto aż tak się nimi przejmować. Oczywiście, czasowe, upierdliwe niedoskonałości znów odbijają się na naszej pewności siebie, ale skoro nic nie możemy z tym zrobić, czemu niby mamy się tym przejmować? Świeżo nałożony przed sesją makijaż ukryje, co ma ukryć, a jeśli on nie da rady, to Wujek Photoshop przyjdzie na ratunek. Cienie pod oczami? Każdy miewa. Zmarszczki na szyi? Eee tam. Bywało przecież gorzej :) A więc, zamiast przejmować się złośliwościami własnego organizmu, lepiej przeznaczyć ten czas na coś konkretniejszego :) Farbujesz włosy? Może warto zrobić odrosty o tydzień wcześniej, niż planowałaś...? Aha, i weź dowód osobisty!
"Jestem pełnoletnia!" Ale na pewno? Bo fotograf to trochę jak lekarz, albo ksiądz. Kłamać nie wolno. Nie dlatego, że mam manię zaglądania ludziom w dokumenty i nerwicę natręctw, ale dlatego, że sesja jest swego rodzaju umową, z której określone rzeczy wynikają. Czy trzeba mieć 18 lat, żeby przyjść do mnie na zdjęcia? Nie! Można mieć i 8... miesięcy ;) Ale jeśli pracuję z osobą niepełnoletnią, ani ja nie mam prawa do jej wizerunku, ani... ona sama go nie posiada. Nie w pełni. Wciąż bowiem pozostaje pod formalną opieką swoich rodziców/opiekunów. A więc, jeśli nie możesz jeszcze kupować alkoholu, na naszą sesję musi wyrazić zgodę Twoja mama. Tata. Opiekun. Starsze rodzeństwo albo babcia odpadają. Oni zawsze pozwolą ;) To tez przekłada się na bardziej prozaiczne rzeczy. Jeśli "mama nie pozwoli", albo "mama nie wie", a Tobie się coś stanie po drodze - mamy problem. Jeśli olejesz matmę w szkole, żeby do mnie przyjść i przez to zawalisz semestr - mamy problem. Jeśli mama wypatrzy te zdjęcia gdzieś w internecie - mamy problem. Jeśli wypatrzy i się jej nie spodobają - mamy problem że orany. A raczej ja mam. A więc, mama musi wiedzieć. Wiedzieć i pozwolić. Inaczej nie ma rady.
Ewa wierzy, że nie zrobię z naszymi zdjęciami
niczego niewłaściwego. No przecież.
"Będę coś podpisywać?" Ano, w zasadzie to wypadałoby. Szczególnie, jeśli spotykamy się na sesji po raz pierwszy i jeszcze się nie znamy. Umowa (słowo "umowa" od razu brzmi groźnie i poważnie) sesji foto określa najważniejsze sprawy. Dla mnie, i dla modelki. Że np. dostarczę te zdjęcia. Że dostarczę je w określonym czasie, a nie po pół roku. Że dostarczę określoną ich ilość, a nie jedno i uznam, że sprawa załatwiona. Że nie powstawiam ich na serwisy dla dorosłych, albo nie dorysuję na nich czegoś obraźliwego. Że skoro umawiamy się na "portret" to nie będę wymuszać rozbieranek. Chyba warto mieć coś takiego w ręku, prawda? Co ja z tego mam? Oficjalnie pozwolenie na użycie wizerunku. Zgodę, że mogę te zdjęcia publikować. Że są moją własnością i że nikt ich nie będzie przerabiał po swojemu. Że modelka nie będzie powiększać sobie na nich biustu, wydymać ust, ani korygować nosa. Jeśli jest takie życzenie, żeby biust był większy... proszę mi o tym powiedzieć na sesji :) Zawsze słucham, co modelka ma do powiedzenia o sobie, więc jeśli ma kompleksy z powodu orlego profilu, da się pokombinować tak, żeby ów orzeł zamienił się w coś milszego. Np. gołębia ;) Ale to robię ja. I do tego się to sprowadza z grubsza. Wilk syty i owca cała. Aha... jeśli modelka nie ma ukończonych 18 lat, taką umowę podpisuje rodzic/opiekun. Nie, tata nie musi nam towarzyszyć. Można to po prostu wydrukować, dać mu do przeczytania i podpisania i mi przynieść na sesję. Też ok ;) Chyba że faktycznie jesteśmy już na tym etapie znajomości, że zdjęcia robimy z doskoku, bo akurat mamy wolne popołudnie ;)
"A mogę przyjść z kimś?" W zasadzie nie widzę przeszkód. Jeśli w towarzystwie kogoś zaufanego czujesz się pewniej - nie ma sprawy. Jeśli na sesję przyjeżdżasz z jakiegoś innego miasta - tym bardziej. Ale tutaj również ja mam prośbę - dobierz towarzysza mądrze. Koleżanka? OK. Koleżanka-wizażystka-która-chce-pomóc? OK x2. Niedawno poznany chłopak, który generuje na Twojej twarzy rumieniec i paraliżuje wszystkie Twoje ruchy? Nie-OK. Bardzo nie-OK. Wszystkie osoby, mieszczące się w przedziale "neutralny dobry - praworządny dobry" jak najbardziej mile widziane. Ba, mogą być nawet czasem pomocne. Np. posiedzą z boku, poczytają książkę i zerkną na nasze rzeczy. Albo potrzymają blendę... Korzyści bywają obopólne :) Ale jeśli towarzysz ma pełnić rolę przyzwoitki, rozpraszać, wprowadzać zamieszanie, niezręczne i kłopotliwe sytuacje, albo ponury nastrój - lepiej przyjechać do mnie samotnie.
I w tym punkcie zróbmy przerwę...
Albo przedpołudnie. Też się zdarza.
"A mogę przyjść z kimś?" W zasadzie nie widzę przeszkód. Jeśli w towarzystwie kogoś zaufanego czujesz się pewniej - nie ma sprawy. Jeśli na sesję przyjeżdżasz z jakiegoś innego miasta - tym bardziej. Ale tutaj również ja mam prośbę - dobierz towarzysza mądrze. Koleżanka? OK. Koleżanka-wizażystka-która-chce-pomóc? OK x2. Niedawno poznany chłopak, który generuje na Twojej twarzy rumieniec i paraliżuje wszystkie Twoje ruchy? Nie-OK. Bardzo nie-OK. Wszystkie osoby, mieszczące się w przedziale "neutralny dobry - praworządny dobry" jak najbardziej mile widziane. Ba, mogą być nawet czasem pomocne. Np. posiedzą z boku, poczytają książkę i zerkną na nasze rzeczy. Albo potrzymają blendę... Korzyści bywają obopólne :) Ale jeśli towarzysz ma pełnić rolę przyzwoitki, rozpraszać, wprowadzać zamieszanie, niezręczne i kłopotliwe sytuacje, albo ponury nastrój - lepiej przyjechać do mnie samotnie.
Ewelina przyjechała do mnie ze swoim mężem, Marcinem.
Dzięki temu mam również fajny backstage z naszego spotkania :)
Poza tym, hej! nie jestem przecież aż tak straszna :)
Następna notka techniczna będzie dotyczyć zachowania na sesji i pozowania. Co lubię, a czego nie. Że warto czasem się nie uśmiechać ;) Więc chyba też pomocne :)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz