wtorek, 7 października 2014

* TOPIELICA *

Z uporem i zacięciem godnym neofity, tego lata topiłam modelki. Udało mi się zrobić w sumie trzy "poważne" realizacje, z których dwie zdążyłam już pokazać - w jednej uczestniczyła Monika, w drugiej Aleksandra

Sesje wodne są trochę jak słodycze. Dorwiesz się do jednej, to zaraz masz ochotę zrobić drugą. A potem kolejne. Z jednej strony jest to trochę oklepane, ponieważ ciąg skojarzeń idzie bezpośrednio do Ofelii (nawet jeśli z Ofelią w zamyśle nie miało to nic wspólnego), z drugiej jednak, unosząca się w wodzie kobieta, jeśli posiada malarską urodę i ubrana jest w odpowiednią suknię, jest po prostu piękna. Uwielbiam takie obrazy i fotografie. Mają w sobie niewypowiedziany ładunek lirycznego romantyzmu. Chciałoby się infantylnie rzecz: są piękną tragedią. Toteż tak, topiłam po raz trzeci. I pomogła mi w tym Beata, której zapał i zaangażowanie wynagrodził wszelkie niedogodności. Bo cóż z tego, że woda zimna, a stąpając po dnie zapadasz się o jakiś metr :) 



Nie mogę się już doczekać kolejnego sezonu, a po drodze zamierzam jeszcze zrealizować Ofelię w wannie. I chciałabym tę wannę napełnić mlekiem. Czy ma ktoś może konszachty w hurtowni...? ;)









***
fotografie, stylizacja: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk

poniedziałek, 6 października 2014

* DOSKONAŁY NARKOTYK *


Był czas, kiedy muzyka Nine Inch Nails była stałym elementem mojego przenośnego odtwarzacza. Był też czas Kaczmarskiego, był czas soundtracków z określonych filmów i gier. Mój repertuar się zmienia. Nie lubię zresztą stać w miejscu na żadnym polu. Dla jednych stałość w gustach czy wyborach artystycznych jest zaletą. W pewnym sensie tak. Sama zresztą lubię to, co robię i nie czuję zbyt wielkiej potrzeby szukania nowości. Sęk w tym, że grozi to stagnacją, a tradycja, która się nie rozwija, jest tradycją martwą. A więc baśnie baśniami, a romantyzm romantyzmem. Warto jednak zrobić czasem coś 'innego'.

Muzyka ponoć odzwierciedla stan ducha. Czy to prawda -nie jestem o tym przekonana. Idzie jesień, niebawem zaczną padać regularne deszcze, więc zapewne wypadałoby wgrać na odtwarzacz jakiś ambient. Dark ambient. Tymczasem słucham (wybiórczo) płyt Lao Che oraz Freddiego. Oraz Nuclear. To piękny utwór.  

Jednak poszczególne utwory w pamięci zostają głęboko. Nawet te odłożone na półkę. I do jednych z nich w moim przypadku należy The Perfect Drug. Za utwór i za teledysk, który szczególnie odpowiada mojej estetyce. Te stylizacje! Te modelki! Coś pięknego.

Toteż sesję, inspirowaną tym klipem, od dawien dawna chciałam zrobić. Miałam stroje, kapelusze, uszyłam woale... brakowało jedynie dwóch 'odpowiednich' modelek. Nie jest to wcale takie proste, ponieważ 'zgodnie z zamysłem' powinny być ciemnowłose oraz mieć azjatycki typ urody... Rozglądałam się, ale nie znalazłam nikogo pod ręką, a ze względu na stylizacje nie chciałam tego robić poza Warszawą. I tak dużo ze sobą noszę. Po drodze natomiast spotkałam Annę - długowłosą, delikatną piękność, która - podobnie jak ja - chciała czegoś odmiennego od baśni, spróbować. Powiedziałam więc, co mi chodzi po głowie, a jej  zamysł estetyczny bardzo się spodobał. Czego chcieć więcej?

Nie wyszło 'ninowo', a zamiast posępności korzystałyśmy z pięknego słońca... A mi bardzo dobrze mi się przy tym pracowało. Anna zaś, poza delikatnym, malarskim obliczem, okazała się być rzeczową, bardzo sympatyczną i komunikatywną kobietą. Takie modelki lubię. Z takimi pracuje się najlepiej. I takie modelki pozwalają cieszyć się efektami, nawet jeśli zamiast A, robimy B. Miód!









***
modelka: Anna Gąsiorowska
fotografia, stylizacja: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk

piątek, 3 października 2014

* KRÓLEWSKA PARA *

Jakiś czas temu, na jednej z sesji, wywiązała się między mną a modelką luźna rozmowa na temat zdjęć ślubnych oraz zdjęć "stylizowanych na ślubne". Chcąc nie chcąc, ze względu na ogólny charakter tego co robię, głosy oraz hasła "a gdzie pan młody...!?" pojawiają się w miarę regularnie, kiedy tylko wybieramy się na zdjęcia w bardziej parkowe i ogólnodostępne rejony. Moje modelki były już "pannami młodymi" nie raz, nie dwa. Były ponadto "księżniczkami", "czarodziejkami", "elfkami", "wróżkami" i "wiedźmami" (to kiedy robimy coś bardziej gotyckiego)... często autochtoni wyciągają swoje małpki lub smartfony i pytają, czy też mogą sobie zdjęcie zrobić. Nie wiem po co im to jest, ale cóż. Niektórzy nawet nie pytają - dotyczy to szczególnie zagranicznych wycieczek o proweniencji niemieckiej i azjatyckiej. Grupy zorganizowane. Tak... Przygody-przeszkadzajki. 

Anna (która mi tamtego dnia pozowała) zwróciła uwagę na to, jak bardzo popularne stają się właśnie "sesje ślubne". Jest model, jest modelka, obydwoje otrzymują odpowiednie stylizacje i... pozują. Czasem wychodzi to fajnie. Czasem jednak to, że jest to jedynie "stylizacja", bardzo łatwo odkryć. Nie mówię o zdjęciach promocyjnych, lookbookach czy tym podobnych. Mówię o plenerach. 

Na takich zdjęciach nie ma chemii. Nie ma uczucia, nie ma szczerych emocji. Nieskromnie mówiąc trochę już się na polu fotografii ślubnej orientuję, więc wiem, jak intensywne są to momenty, jak bardzo emocje kipią, jak atmosfera potrafi gęstnieć (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), a przy okazji - jak często Młodzi mają pewnego rodzaju tremę. Po prostu. To naturalne. Ważny dzień, ważne pamiątki, a jednak chodzi za tobą takie stworzenie obwieszone sprzętem. Hoho! Wiemy coś o tym :) Oczywiście wszystko to da się zwalczyć, a (odpukać!) do tej pory pracowałam z naprawdę fajnymi ludźmi. I jedną z takich Par chciałabym się dziś podzielić. A była to Para, z którą pojechaliśmy hen, daleeeeko. I która nie potrzebowała zbyt wiele, aby całkowicie zapomnieć o tym, że ktoś ich obserwuje i po prostu cieszyć się tym, co ich spotkało. Oby więcej takich.

Nie! 

Oby same takie!














***
był wrzesień
pozowali Agata i Marcin
pomagał niezawodny Tomasz 
a ugościły nas Krowiarki


* Ponieważ mój blog ma w zamyśle prezentować raczej materiał portretowo-modelkowy, a nie reportaże ślubne i tym podobne, powyższy materiał stanowi tylko mały procent tego, co podczas spotkania powstało. No i wszystko monochromatycznie! To jednak Pamiątka przede wszystkim Agaty i Marcina. Ale możecie mi wierzyć, że takie ślubne plenery to mogę realizować co tydzień :) A do Krowiarek być może wrócimy w listopadzie razem z Ars Noir :)