Jakiś czas temu, na jednej z sesji, wywiązała się między mną a modelką luźna rozmowa na temat zdjęć ślubnych oraz zdjęć "stylizowanych na ślubne". Chcąc nie chcąc, ze względu na ogólny charakter tego co robię, głosy oraz hasła "a gdzie pan młody...!?" pojawiają się w miarę regularnie, kiedy tylko wybieramy się na zdjęcia w bardziej parkowe i ogólnodostępne rejony. Moje modelki były już "pannami młodymi" nie raz, nie dwa. Były ponadto "księżniczkami", "czarodziejkami", "elfkami", "wróżkami" i "wiedźmami" (to kiedy robimy coś bardziej gotyckiego)... często autochtoni wyciągają swoje małpki lub smartfony i pytają, czy też mogą sobie zdjęcie zrobić. Nie wiem po co im to jest, ale cóż. Niektórzy nawet nie pytają - dotyczy to szczególnie zagranicznych wycieczek o proweniencji niemieckiej i azjatyckiej. Grupy zorganizowane. Tak... Przygody-przeszkadzajki.
Anna (która mi tamtego dnia pozowała) zwróciła uwagę na to, jak bardzo popularne stają się właśnie "sesje ślubne". Jest model, jest modelka, obydwoje otrzymują odpowiednie stylizacje i... pozują. Czasem wychodzi to fajnie. Czasem jednak to, że jest to jedynie "stylizacja", bardzo łatwo odkryć. Nie mówię o zdjęciach promocyjnych, lookbookach czy tym podobnych. Mówię o plenerach.
Na takich zdjęciach nie ma chemii. Nie ma uczucia, nie ma szczerych emocji. Nieskromnie mówiąc trochę już się na polu fotografii ślubnej orientuję, więc wiem, jak intensywne są to momenty, jak bardzo emocje kipią, jak atmosfera potrafi gęstnieć (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), a przy okazji - jak często Młodzi mają pewnego rodzaju tremę. Po prostu. To naturalne. Ważny dzień, ważne pamiątki, a jednak chodzi za tobą takie stworzenie obwieszone sprzętem. Hoho! Wiemy coś o tym :) Oczywiście wszystko to da się zwalczyć, a (odpukać!) do tej pory pracowałam z naprawdę fajnymi ludźmi. I jedną z takich Par chciałabym się dziś podzielić. A była to Para, z którą pojechaliśmy hen, daleeeeko. I która nie potrzebowała zbyt wiele, aby całkowicie zapomnieć o tym, że ktoś ich obserwuje i po prostu cieszyć się tym, co ich spotkało. Oby więcej takich.
Nie!
Oby same takie!
***
był wrzesień
pozowali Agata i Marcin
pomagał niezawodny Tomasz
a ugościły nas Krowiarki
* Ponieważ mój blog ma w zamyśle prezentować raczej materiał portretowo-modelkowy, a nie reportaże ślubne i tym podobne, powyższy materiał stanowi tylko mały procent tego, co podczas spotkania powstało. No i wszystko monochromatycznie! To jednak Pamiątka przede wszystkim Agaty i Marcina. Ale możecie mi wierzyć, że takie ślubne plenery to mogę realizować co tydzień :) A do Krowiarek być może wrócimy w listopadzie razem z Ars Noir :)