Był czas, kiedy muzyka Nine Inch Nails była stałym elementem mojego przenośnego odtwarzacza. Był też czas Kaczmarskiego, był czas soundtracków z określonych filmów i gier. Mój repertuar się zmienia. Nie lubię zresztą stać w miejscu na żadnym polu. Dla jednych stałość w gustach czy wyborach artystycznych jest zaletą. W pewnym sensie tak. Sama zresztą lubię to, co robię i nie czuję zbyt wielkiej potrzeby szukania nowości. Sęk w tym, że grozi to stagnacją, a tradycja, która się nie rozwija, jest tradycją martwą. A więc baśnie baśniami, a romantyzm romantyzmem. Warto jednak zrobić czasem coś 'innego'.
Muzyka ponoć odzwierciedla stan ducha. Czy to prawda -nie jestem o tym przekonana. Idzie jesień, niebawem zaczną padać regularne deszcze, więc zapewne wypadałoby wgrać na odtwarzacz jakiś ambient. Dark ambient. Tymczasem słucham (wybiórczo) płyt Lao Che oraz Freddiego. Oraz Nuclear. To piękny utwór.
Jednak poszczególne utwory w pamięci zostają głęboko. Nawet te odłożone na półkę. I do jednych z nich w moim przypadku należy The Perfect Drug. Za utwór i za teledysk, który szczególnie odpowiada mojej estetyce. Te stylizacje! Te modelki! Coś pięknego.
Toteż sesję, inspirowaną tym klipem, od dawien dawna chciałam zrobić. Miałam stroje, kapelusze, uszyłam woale... brakowało jedynie dwóch 'odpowiednich' modelek. Nie jest to wcale takie proste, ponieważ 'zgodnie z zamysłem' powinny być ciemnowłose oraz mieć azjatycki typ urody... Rozglądałam się, ale nie znalazłam nikogo pod ręką, a ze względu na stylizacje nie chciałam tego robić poza Warszawą. I tak dużo ze sobą noszę. Po drodze natomiast spotkałam Annę - długowłosą, delikatną piękność, która - podobnie jak ja - chciała czegoś odmiennego od baśni, spróbować. Powiedziałam więc, co mi chodzi po głowie, a jej zamysł estetyczny bardzo się spodobał. Czego chcieć więcej?
Nie wyszło 'ninowo', a zamiast posępności korzystałyśmy z pięknego słońca... A mi bardzo dobrze mi się przy tym pracowało. Anna zaś, poza delikatnym, malarskim obliczem, okazała się być rzeczową, bardzo sympatyczną i komunikatywną kobietą. Takie modelki lubię. Z takimi pracuje się najlepiej. I takie modelki pozwalają cieszyć się efektami, nawet jeśli zamiast A, robimy B. Miód!
***
modelka: Anna Gąsiorowska
fotografia, stylizacja: Agnieszka "Frustra" Młynarczyk









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz