Dzisiejszy wpis w zasadzie nie ma żadnego większego celu, czy przesłania. To raczej relacja z zakończonego właśnie weekendu, który spędziłam (sob. i nd.) w Katowiach. Jak zresztą poprzedni weekend też. Ostatnio często jeżdżę na Śląsk.
Aczkolwiek jeszcze przed weekendem-weekendem, w piątek 14.06, byłam na "wernisażu" wystawy fotografii, organizowanej przez portal Forgotten. Generalnie jest to miejsce-baza danych o opuszczonych budynkach na terenie Polski. Głownie tych "must have" (które wszyscy zaprawieni w bojach już odwiedzili), tudzież rozpadających się garaży (to dla początkujących).
Ale wracając do tematu - szefostwo Forgottena postanowiło zorganizować grupową wystawę zdjęć opuszczonych miejsc. Można było zgłosić trzy prace. Zgłosiłam. Wszystkie trzy zostały przyjęte i obecnie wiszą w Centrum Zarządzania Światem na warszawskiej Pradze, przy ul. Okrzei, jeśli dobrze pamiętam, 26.
I w zasadzie wszystko byłoby cacy (ja się cieszę, mój facet się cieszy, ogólnie splendor i chwała), gdyby nie to, że moje zdjęcia zostały źle podpisane. Oczywiście figurowałam tam ja, jako autorka, ale organizatorzy pomylili kopalnię węgla kamiennego z silosami zbożowymi.
Kopalnię z silosami.
Zasadniczo można wyróżnić dwa rodzaje kopalń - takie które wiercą w ziemi i tego nie widać, bo na górze mają jedynie budynki, wieże wyciągowe itp. (vide: Górny Śląsk), oraz takie, które ryją ziemię wielkimi maszynami (vide: Bełchatów, albo Avatar). Ja co prawda fotografowałam te z pierwszej kategorii, ale yak czy inaczej nie trzeba być górnikiem z dziada-pradziada, żeby mniej więcej orientować się, jak taka kopalnia wygląda. Wieże ma. Jedną, albo kilka. Wysoką. Ma koła na górze. A na samym szczycie taki symbol. Każdy wie, co taki symbol oznacza. A jak nie wie, to niech sobie doczyta.
![]() |
| KWK "Kleofas", Katowice |
![]() |
| KWK "Andaluzja", Piekary Śląskie |
![]() |
| Silosy zbożowe, Kozłów |
Przez chwilę byłam pewna, że tylko Warszawiak może takie rzeczy pomylić, aczkolwiek ta teoria ma słabe strony, ponieważ:
- po pierwsze, sama jestem Warszawiakiem rodzonym, rodzonym w dodatku na Pradze (co może być bardziej warszawskiego?) - a wiem, jak kopalnia wygląda,
- po drugie, nawet w okolicy Warszawy są silosy zbożowe. Silosy które sfotografowałam znajdują się co prawda w Kozłowie (trasa Warszawa-Kraków, nieopodal kultowej stacji Tunel, polecam), ale pomiędzy Sochaczewem a Warszawą też są. Widziałam je nawet z pociągu wracając teraz do Warszawy. Więc da się? Da się.
Toteż moje zdjęcia wiszą, do obejrzenia ich serdecznie zapraszam, ale ogólnie to... kicha. Chociaż będąc człowiekiem z natury złym, nie bacząc na reakcje innych obecnych, odręcznie, na specjalnie oderwanej z notatnika karteczce, ręcznie napisałam co przedstawia zdjęcie nr 1, co nr 2, a karteczki umieściłam za antyramami. Taka niedobra jestem. Dobrze, że trzecie było podpisane właściwie (ale trzeciego już chyba nie było jak pomylić).
Poza tym wiecie co? Te zdjęcia były podpisane w metadanych. Jezu. Najeżdżało się na miniaturkę w folderze i tytuł się ukazywał. W normalnych warunkach wypełnianie rubryczek w IPTC polecam bardzo. Minuta roboty, a może niczego nikt wam nie zepsuje. Chociaż ludzie bywają, jak widać, bardzo oporni.
Nie będzie mi się chciało sprawdzać, czy moje ręczne poprawki wciąż są na zdjęciach. Może powinno, bo leży to w moim interesie, ale nie chce mi się. Za stara już jestem żeby bawić się w partyzantkę. Ale nazwa serwisu-inicjatora zobowiązuje o czymś zapomnieć, albo coś zrobić źle (ciekawskim polecam też sprawdzić w słowniku języka łacińskiego, co oznacza mój pseudonim i jak bardzo oddaje on mój stosunek do życia).
Tyle w kwestii forgotena. Idźcie, obejrzyjcie. Gratulacje przyjmuję zawsze. Pamiętajcie, że silosy to nie kopalnie.
**
Za to w sobotę byłam na urodzinowej edycji electro imprezy pod szyldem D:GEN w Katowicach. Czym są imprezy degeneration? Jeśli nie byliście jeszcze (a lubicie muzykę electro, tudzież wszelakie inne rammsteiny, nine inch nailsy, mansony itp) - idźcie! Po wakacjach nowy sezon. Muzyka łamiąca żebra, gorsety łamiące żebra, koledzy nagminnie przewracający szklanki z piwem i - w tym wypadku - urodzinowe, czarne (gotyckie) baloniki. W dodatku napiłam się wreszcie fritzl coli.
W tym miejscu chcę też serdecznie i z całego serduszka podziękować ekipie klubu Granda, w której degeneracja się odbywa, za odnalezienie i bezpieczne przechowanie mojego zagubionego dekielka przedniego od fisheye. Naprawdę, dzięki ludzie! Podnieśliście moje morale. Szczególnie dziękuję Panu Barmanowi, który mi zgubę przekazał.
Pozdrawiam również moich kolegów. W biblijnej scenerii.
Chyba kupię PS3.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz