niedziela, 4 października 2015

Silesia Beer Fest


Zdarzyło się że podczas Industriady 2015, odwiedzając Fabrykę Porcelany w Katowicach-Bogucicach, siedzibę Fundacji Giesche i konglomerat różnych imprez tematycznych, otrzymaliśmy tajemnicze zaproszenia na pierwszą edycję śląskiego festiwalu piwa. Zaproszenie zawierało datę - 25-27 września - oraz wzbudziło mieszane uczucia. Po pierwsze - radość, bo oto byliśmy całkiem świeżo po analogicznym, warszawskim festiwalu (zbliża się jego jesienna edycja - już niebawem, w połowie października). Po drugie - konsternację logistyczną, bo a to termin średnio odpowiedni, a to miejsce trudne do osiągnięcia przy założeniu, że za kierownicę post factum się nie wsiądzie.

Od tejże Industriady minęło trochę czasu i plan się zmienił oraz rozbudował. Zmieniła się data - na bardziej dla nas odpowiednią. Zmienił się plan i zaplecze. A więc, skoro wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Śląsk wciąż darzy mnie miłością (trudną, ale jednak), po odespaniu wesela, zaopatrzeni we wspomniane zaproszenia, udaliśmy się ku przygodzie.

Zaproszenia, pomimo zmienionej daty, honorowano.

A impreza udała się wybornie, czego facebook i faktyczne zainteresowanie gawiedzi najlepszymi świadkami. Nie tylko pod kątem alkoholowym (bardzo duży wybór), bo i logistycznym (zapewniony transport), finansowym (ceny bardzo przyjazne - umówmy się, czasem za przysłowiową dychę ciężko się piwa w knajpie napić), ekonomicznym (nieduże porcje akurat ku degustacji), jak i "wodzirejskim", bo impreza obfitowała nie tylko w możliwość wypłukania z organizmu wszelkich dobroczynnych minerałów, ale i posłuchaniu Tego i Owego na temat browarnictwa. Ach, i zjeść było co, a nawet zaopatrzyć się w kobiece specyfiki urodowe na bazie piwa, coby ładnie pachnieć po kąpieli ;) Dodatkowo, osoby tak zwane do towarzystwa, unikające bądź nie przepadające za alkoholowym smakiem, też miały co robić. Reasumując, sama radość. Po naszym weselnym rozgardiaszu i na lekkim rauszu - szczególnie :)































Nie jestem piwoszem ani piwnym koneserem. Własne próby pozyskiwania alkoholu domowymi sposobami kończyły się w moim przypadku zwykle tym, iż po kilku miesiącach człowiek zapominał, że w tym sezonie też podjął próby przerobienia ogrodowych winogron na procenty (mam dużo winogron, całkiem niezłych). Albo jabłek. Albo spirytusu. A tak w ogóle to kocham miody pitne. Jednak Tomasz uległ już dość dawno temu piwnej nowofalowej pasji, nawet coraz śmielej przebąkuje że coś byśmy mogli uwarzyć, a i moje piwne kubki smakowe dorosły do tego, że nad sklepowe Tyskie przekładają rzeczy o bogatszym bukiecie. 

Poza Dębowym. Bo w końcu na te wszystkie urbexy rozsiane po Polsce, coś do picia trzeba było ze sobą zabrać ;) ...i może poza Królewskim. Choć to bardziej smakołyk sentymentalny, piwo mojej nielegalnej młodości, a przy okazji wbity do głowy przejaw lokalnego patriotyzmu  (browar Żywiec... ojtam ojtam). To podobnie jak czerwona (lub zielona) oranżada Helena. 

O ironio, ja i Tomasz lubimy również dwie, kompletnie odmienne, piwne krainy. Toteż idąc z zamiarem kurtuazyjnego napicia się w gronie znajomych (tudzież bez grona tychże), wybieramy dwa inne trunki. I o ile on zapuszcza się w rejony mojego piwnego kufla zgodnie z zasadą, iż gdyby kot trzymał się jednej mysiej nory, to by z głodu zdechł, tak ja jego szklanicę omijam zazwyczaj szerokim łukiem. 

Tym razem wypite zostały: 

z browaru REDEN:
* Polska Pszenica - Hefeweizen
* Pszenica z Księżyuca - Dunkelweizen
* Milkołak - Milkstout
* Czech Point - Bohemian Ale

z browaru WRĘŻEL:
* American Amber Ale
* Owsiany Stout

z browaru HAJER:
* Rajza do Kaliforni - American Pale Ale
* Maras - Stout

z browaru HOPIUM:
* Violetta Valillas - Double Sweet Stout+Wanilia

z browaru KRAFTWERK: 
* Obserschlesien - Sweet Stout
* Zmora - American Pale Ale

z browaru TRZECH KUMPLI:
* Blackcyl - Black India Pale Ale 
* Otwarcie Sezonu - Saison

Więcej grzechów nie pamiętam. Prócz pochłonięcia o godzinie 22:00 ostatniego, upolowanego na mieście, ciepłego kawałka pizzy, oraz, jeszcze na terenie Festiwalu, innego tłustego pożywienia. Smacznego tak bardzo, że zagłuszyło ono dietetyczne wyrzuty sumienia. 


***
Pamiątkowe szkło festiwalowe stoi dumnie na półce i czeka, aż z chłopakami z browaru Reden spotkamy się na warszawskim stadionie Legii. To właśnie tam zapałałam kilka miesięcy temu prawdziwą, wierną miłością do Milkołaka :) 

A potem do MilCoffeela.
I właśnie dlatego tak bardzo lubię odwiedzać, zaraz po przyjeździe na Śląsk, Białą Małpę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz