piątek, 16 maja 2014

Zagrajmy w grę...

...przynajmniej taki był plan i po części udało mi się go zrealizować, bo miałam okazję obadać w praktyce PlayStation 4 i zagrać w Metal Gear Solid V: Ground Zeroes. I na tym plusy się kończą.


A o co chodzi? A o to, że siedząc w tematyce gejmingowej, regularnie grywając w gry komputerowe różnej maści (większość moich koleżanek wyraża zazwyczaj szczerze zdziwienie gdy mówię, że mam czas na takie rzeczy), pamiętając piękne czasy starych shooterów (kiedy wyszedł pierwszy Quake byłam za mała, żeby własnoręcznie mordować potwory, więc patrzyłam, jak morduje je mój tata), postanowiliśmy wybrać się do Wrocławia na 18 urodziny magazynu CD-Action. Miało być pięknie, kolorowo, emocjonująco, atrakcje miały się wylewać, wszystko miało bulgotać i kipieć wspaniałym kontentem.

W praktyce kipiało średnio.








Nie narzekam jakoś specjalnie, bo, w przeciwieństwie do marcowego Pyrkonu, do Wrocławia pojechaliśmy bardziej na luzie i mając w perspektywie wydanie mniejszej ilości gotówki. Najbardziej cieszyła mnie z tego wszystkiego możliwość odwiedzenia samego Wrocławia, jako że nigdy wcześniej takiej spokojnej możliwości nie miałam - przez miasto zdarzyło mi się kilka razy przejechać i na tym nasza przyjaźń się kończyła. A że jest piękne, pełne architektonicznych perełek, wspaniałych i urzekających zakątków wiedziałam od dawna. Więc sam przyjazd bardzo mnie ucieszył i nie zawiódł.

Co innego wiodąca impreza.

Szczerze mówiąc, po stopniowym potęgowaniu napięcia przez organizatorów, po zapowiedziach (dość mętnych, ale kuszących) i ogólnym zainteresowaniu potencjalnych gości spodziewałam się czegoś więcej. Na przykład obecności większej ilości liczących się na polskim rynku i w branży wystawców... Większej różnorodności, a nie powielania programu imprezy, bo w sobotę i niedzielę działo się praktycznie to samo. Tak dużo zapowiedzi i takie efekty? W praktyce wyszło skromnie i brakowało zapowiadanego przytupu. To, że średnia wieku oscylowała w okolicach gimnazjum-szkoła średnia niespecjalnie mi przeszkadzało, podobnie jak drobne problemy techniczne, bo takie są zawsze. Ale po prostu było skromnie. ZA skromnie, biorąc pod uwagę rozdmuchanie imprezy i szumne zapowiedzi, że "zrobimy z tego polskie E3" albo "polski gamescom".

Nie, nie zrobiliście.

Nawet jeśli można było zagrać w planszówki od Rebela. Miło, ale to miała być uczta dla fanów gier elektronicznych, a nie planszowych... A będąc szczerym, to i cosplaye nie powalały swoją ilością i jakością - już na Pyrkonie były ciekawsze, a Pyrkon nie był przecież imprezą tej branży. Było, zwyczajnie i po ludzku, nudno. Przynajmniej dla mnie, no ale ja już nie mam 13 lat i możliwość popatrzenia na pośladki lady Croft mnie mniej motywuje, niż młodzież płci przeciwnej. Plusem były znajome twarze, spotkane na miejscu, ale jak przyszło do tego, że na głównej scenie występował jakiś kabaret (?), a potem sportowcy (prawdziwi) brali udział w turnieju Fify... to ja dziękuję bardzo. 

Sama nawet z początku myślałam, żeby nie postarać się o jakiś cosplay. W szafie mam m.in. własnoręcznie uszyty strój Elizy Cassan, ale że na podróż spakowaliśmy się ekonomicznie, to targać mi się go nie chciało. To nawet lepiej. 



Kończąc wycieczkę, zapytałam, czy planujemy w najbliższym czasie uczestnictwo w jakichś innych tematycznych eventach.

"Bo może zdążymy jeszcze zrezygnować."

Co mi się podobało najbardziej?

Hala Stulecia.
Bo maczał w tym swoje palce Poelzig.
A to, co Poelzig stworzył, nie tylko we Wrocławiu, ale przede wszystkim w Berlinie, bije na głowę wszystkie architektoniczne "dziwadełka" obecnych czasów. Spójrzcie na berliński Grosses Schauspielhaus

I tyle. 

Ach, w ramach pocieszenia to wieczorem trafiliśmy zupełnym przypadkiem na fantastyczną knajpkę! I gofry przed Halą Stulecia były pyszne. 

Ale to już kompletnie jako post scriptum.

czwartek, 15 maja 2014

Postkarte aus Breslau

Festung Breslau
Eberhard Mock po raz kolejny rozpoczyna śledztwo
Groza czai się w powietrzu 













...o tych kurduplach to muszę popełnić oddzielny wpis.
Na pewno mają coś na sumieniu.
Wyglądają na takich.
Małe cwaniaczki.